Cudowne objawienie pod Terespolem 1931 rok

Cudowne objawienie pod Terespolem 1931 rok

Cudowne objawienie pod Terespolem w październiku 1931 roku

Troje dzieci nieletnich doznało łaski objawienia, ujrzały w ekstazie religijnej na jawie Matkę Boską.
Cudowna aureola nad laskiem pod Terespolem, tysiące ciekawych spieszy na miejsce objawień.

 

We wszystkich czasach zdarzały się objawienia prywatne. Przykłady ich znajdujemy i w Piśmie Świętym i w procesach kanonizacyjnych. Objawienia te nie stanowią dla wszystkich wiernych obowiązującego przedmiotu wiary. Gdy Kościół zatwierdza je, nie zmusza nas przez to do wiary w ich prawdziwość, lecz pozwala tylko, głosić je ku nauce i zbudowaniu wiernych. Dawniej, przed wiekami, bez zgody władz kościelnych nie wolno było ogłaszać objawień prywatnych. Świadomi swoich obowiązków publicystycznych, nie kierujemy się w naszym najnowszym przypadku żądzą wyławiania sensacji, lecz pragniemy dać świadectwo prawdzie. Sprawa miała taki początek. Stały korespondent, Dziennika Bydgoskiego nadesłał nam ze Świecia opis rzekomych cudownych objawień się Najświętszej Marii Panny, dzieciom z Przechowa.

W opisie, którego nie mieliśmy zamiaru ogłaszać przed sprawdzeniem na miejscu, wyczytaliśmy dosłownie: W Przechowie, w powiecie świeckim, wsi oddalonej zaledwie o 3 kilometry od Świecia, zdarzył się wypadek objawienia Najświętszej Marii Panny dwojgu dzieciom. Mianowicie we wtorek dnia 6 października dwie dziewczynki, niejaka Stefania Jurczykowska i Irena Mączkowska, zbierały grzyby w lesie przy szosie prowadzącej do Terespola. Kiedy w godzinach popołudniowych wracały do domu i aby sobie skrócić drogę, szły przez pole w kierunku do szosy i usiadły sobie, aby odpocząć na kamieniu leżącym w polu, nagle w małym oddaleniu gdzie stoi kilka drzew, objawiła im się Najświętsza Maria Panna. Dzieci przelęknione udały się do domu, opowiadając o swym widzeniu rodzicom, którzy początkowo temu nie dawali wiary. Następnego dnia dzieci udały się znowu na miejsce objawienia, gdzie jak twierdzą, ujrzały ponownie cudowną Panienkę. Odtąd dzieci udają się codziennie po zachodzie słońca na owe miejsce. Towarzyszą im stale tłumy ludzi ze wsi okolicznych, które się modlą żarliwie i odmawiają tutaj różaniec. Chodziło teraz o zbadanie sprawy.

Wysłany do Przechowa specjalny sprawozdawca naszego pisma, zebrał informacje jak najdokładniejsze, przesłuchał przy świadkach (red. Teskowej i p. Kapturkiewiczowej) kilkunastu ludzi, a przede wszystkim dziewczątka, o których wspominał korespondent. Plon tych mozolnych dociekań prawdy jest dość obfity. Jedenastoletnia Stefcia Jurczykowska opowiada.

– Dziesięć dni temu poszłam po obiedzie do lasu, na grzyby”. Towarzyszyła mi córeczka sąsiadki, Irenka Mączkowska, moja rówieśnica, co do wieku. Wracając około godz. 4tej pod wieczór, zdawało nam się, że nas ktoś goni, dlatego zaczęłyśmy szybko biec na przełaj przez pole, w stronę szosy. Zatrzymałam się chwilę na górce, tuż za torem kolejowym. Nagle, przerażona zauważyłam smugę światła nad czterema sosnami znajdującymi się blisko tego miejsca. Z pośród drzew z chmurnego obłoku wyszła, jakby zestąpiła z nieba, zjawa urocza, cała lśniąca blaskiem, w śnieżnej białości całunie, wyciągając do mnie pieszczotliwie ręce. Była taka piękna jak u nas na obrazku Najświętsza Panienka, zaraz ją poznałam. Upadłam, więc na kolana i zaczęłam się gorąco modlić. Zapytałam mojej koleżanki, czy ona też, co widzi. Potwierdziła cichym skinieniem i przy mnie padła na kolana. Odtąd, co wieczór tu przychodzimy i odmawiamy różaniec. Najświętszą Panienkę widziałam już dziewięć razy w różnych, odmianach stroju. Raz z dzieciątkiem na ręku, innym razem w habicie brunatnym, karmelitańskim, z różańcem w ręku, to znowu jak schodziła na kolanach ze stopni niebieskich, towarzyszyły jej wtedy po bokach aniołki.

Cudowna aureola nad laskiem pod Terespolem

Przy ostatnim objawieniu, w czwartek 15 października, wyczerpana ekstazą Stefcia zaczęła się uskarżać na ból głowy i omdlała. Rodzice, ludzie zacni i bogobojni, (ojciec pracuje, jako cieśla w młynach przechowskich), wysłali Stefcię celem uspokojenia jej do bliskiej rodziny do majętności Skarszewy. Podążyliśmy, więc za nią do Skarszew pod Laskowicami. Stefcia zrobiła na nas wrażenie dziecka zrównoważonego, inteligentnego, nieco może wrażliwego, lecz niepodlegającego urojeniom. Rozmawiała z nami szczerze i spokojnie, bez śladu podnieceń ani wzruszeń na twarzy. Z pięknych dużych niebieskich oczu blondyneczki wyczytać można wszystko dobre, co najlepiej świadczy o jej charakterze i usposobieniu. – Czy Stefcia, kiedy chorowała lub zdradzała nerwowy niepokój we śnie lub na jawie? Wypytujemy jej matkę, która sama ma wygląd osoby ascetycznej, matka zaprzecza. W rodzinie też nikt nie chorował. Pożegnawszy Stefkę, poznawszy jej zalety i uwierzywszy, iż istotnie dostąpiła ona łaski objawienia przez oglądanie nadprzyrodzonych przedmiotów, które w porządku przyrodzonym są dla człowieka niewidzialne, udaliśmy się do rodziców drugiej dziewczynki na zwiady.

Irenka Maczkowska, córeczka przewoźnika obsługującego prom na Wiśle pod Chełmnem, mniej jest rozwinięta od Stefci, natomiast usposobienie ma żywsze. Potwierdziła ona w zupełności to, co poprzednio, na osobności, opowiadała nam Stefcia Jurczykowska, widzeń miała mniej. Jak z badań wynika, były to objawienia dwojakie: zmysłowe i wyobrażeniowe, mniej subtelne aniżeli u jej przyjaciółki. Jest jeszcze trzecie młode dziewczę w Przechowie, które w tym samym okresie i na tym samem miejscu miało podobne objawienie na jawie bez halucynacji. Nazywa się Karwaszówna, ma lat 12. Karwaszówna Wacława najstarsza, była już przyjęta do Komunii świętej, tamte dwie dziewczynki chodzą na naukę przygotowawczą. Księża katecheci dają im świadectwo dzieci skromnych, zdrowych na umyśle wiarogodnych. Zapuściliśmy się następnie pod Terespol, aby dokładnie poznać owo cudowne miejsce objawień, o których mówi cała okolica. Na szosie spotykamy, co kilkadziesiąt kroków cyklistów zdążających tam również, więcej z ciekawości. Jest to pole osadnika z Lubelszczyzny Tomasza Kuracha, który przybył do Przechowa przed ośmiu laty. Biedak narzeka, że mu tylko,, szkodę robią”, bo pole wydeptują. Na roli widać ślady tysięcy nóg. Wszystkie prowadzą w stronę lasku. Lasek ten jest właściwie pozostałością po karczunku. Wszystkiego stoi tam 10 drzew słabych, zdaje się, że wichrowatych. Cztery sosny stoją bardzo blisko siebie. Na ziemi poukładali wierni bukiety ziół polnych i kwiatów ogrodowych, na pniach przytwierdzili obrazki z książeczek do nabożeństwa, a więc tutaj! Można wierzyć czy nie wierzyć, ogarnęło nas jednak głębokie wzruszenie. O, jakaż silna jest wiara naszego ludu, szczególnie kult Marjański w Polsce. Czy ludzie starsi, dorośli widzieli co w tym miejscu? W tym miejscu?

— Owszem, onegdaj kilka pań ze Świecia i Chełmna, jedna nawet ze sfer intelektualnych, twierdziło z całą stanowczością, że widziały wieczorem promieniowanie światła nad laskiem.

Kolejarze ze stacji pobliskiej Terespol zapewnili naszego sprawozdawcę, że nie były to odblaski świateł kolejowych. Jakaś poczciwa starowinka, chłopka, ubolewała przed nami, że chociaż się tu co wieczór godzinami modli i głośno odmawia różaniec, nie dostąpiła u Boga tej łaski, aby móc oglądać święte oblicze Bożej Matki, wierzy jednak. Po zachodzie słońca na polance tej panuje tłok straszny. Zbierają się setki ludzi, na trzy zmiany odmawiają pacierze różańcowe i wyglądają nowego cudu.

— Łoch, paniczku, jo tu przez cały październik byde chodził, bo tu ładnij jek w kościele — zwierza nam się taż sama kobiecina, używając w narzeczu, regionalnym męskiej odmiany czasownikowej zamiast żeńskiej. Cynicznego półgłówka, który zaczął zbyt głośno drwić z ludu i doradzać, aby szukać w tym miejscu skarbu ukrytego ( nie jest to żadna aureola, tylko pieniądze się palą”  tak mędrkował), nie chciano w ogóle słuchać. Niech każdy ocenia te fakty na swój sposób. Lekarz powie, że są to objawy psychozy (podniecenia) mas i psychoneurozy dzieci podatnych na sugestię. Tak, rozstrzygnęli” sprawę objawień dwa lata temu pod Środą. Teolog katolicki, słusznie dopatrzy się rzeczy nadprzyrodzonych. Nawet uczeni naszej doby usprawiedliwionego krytycyzmu, jak Jezuita Ojciec Tanąuerey nauczają, że Bóg może niewątpliwie udzielać objawień, komu tylko zechce, nawet i grzesznikom, lecz zazwyczaj udziela ich osobom nie tylko gorliwym, ale już podniesionym do stanu mistycznego, tajemniczego, nadzmysłowego. Czy nie powinno nas zastanowić wreszcie i to, że wszelkie tego rodzaju objawienia, np. pasterce Bernadecie w Lourdes i dzieciom przy źródełku w Gietrzwałdzie na Warmii, zachodzą się tylko w miesiącach poświęconych specjalnemu nabożeństwu? Obojętne, jaką owe tajemnicze zjawy przybierają postać zewnętrzną lub świetlną, istnieniu tych złudzeń”, jak je psychologia określa, zaprzeczyć się nie da. Władze duchowne, jak zdołaliśmy stwierdzić, nie patrzą na objawienia w Przechowie obojętnie, przeciwnie, śledzą dalszy ich przebieg poważnie, zajmując na razie, podobnie jak lekarz powiatowy w Świeciu, stanowisko wyczekujące. Na zapytanie, czy na miejscu objawień nie stała ongiś Boża Męka (figura), najstarsi wiekiem mieszkańcy wsi Przechowa odpowiedzieli, że nie! Było tam zawsze pustkowie, oddalone od traktu. Kult adoracyjny Najświętszej' Panny w okolicy Świecia i Chełmna, gdzie znajduje się cudami słynący obraz Matki Bożej w Bramce, jest powszechny.

art. z 18/10/1931 Prawa: Domena publiczna (Public domain) Prawa dostępu: Dla wszystkich bez ograniczeń Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Bydgoszczy

podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Podgląd zablokowany.